Relacje z nad wodySpinning

Jesienne paski i kropki

Cały rok przemierzając tysiące kilometrów na zawody wędkarskie w spławiku i feederze targamy ze sobą tony sprzętu. Często jest tak, że zwykłe combi ledwie mieści jednego zawodnika, a dojście na stanowisko przypomina treningi “Pudziana” z czasów świetności w strongmanach. Kilka dni treningowych , zawody potrafią wypompować tak, że trzeba kilka dni odpocząć… Ale jak tu odpocząć skoro złota polska jesień kusi tysiącem barw, pięknym słońcem i jesiennym żerowaniem ryb.

Jesienne paski i kropki

Delikatny spinning…

Na takie wypady najlepszym rozwiązaniem jest delikatny spinning. Najczęściej ze sobą zabieramy 180 centymetrowy kij do microjiga z wyrzutem 0-5 g. Niewielki kołowrotek w rozmiarze 1000 będzie idealny. Do tego cztero splotowa plecionka w rozmiarze 0,06 mm będzie idealnym rozwiązaniem. Jej miękkość i mała rozciągliwość pozwoli nam nadać pracę przynęcie, której poruszanie się w wodzie zależy tylko od jej wagi i ruchu jaki sami nadamy.

Na koniec plecionki lubię dać metrowy odcinek fluorocarbonu w rozmiarze 0,12-0,14 mm. Niewidoczność fluorocarbonu polega na jego gęstości i przepuszczalności światła. Kiedyś po rozmowie z legendą polskiego spinningu Jackiem Kolendowiczem utwierdziłem się w przekonaniu, że fluorocarbon pod wodą jest niewidoczny dlatego, że nie pozostawia cienia.

Jego gęstość jest minimalnie większa niż wody i przez to łatwiej tonie. Niestety przy cieńszych rozmiarach nie zabezpieczy naszej przynęty przed obcięciem przez szczupaki, ale wystarczy na tęczaki i inne “lekko zębate” ryby występujące w naszych wodach.

Jesienne paski i kropki

Przynęty…

Tutaj mamy pełną gamę do wyboru. Zaczynając od obciążeń to stosuje trzy rozwiązania w zależności od potrzeby

Boczny trok – czyli trochę jak feeder na spinning 🙂 Z fluorocarbonu robię metrową pętle i rozcinam ją w proporcji ⅓ do ⅔ . Na krótszej części mocuje 3g ciężarek , na dłuższej części haczyk. Lubię to rozwiązanie na chimeryczne ryby i do łowienia w nurcie powolnymi skokami. Przynęta idzie lekko nad dnem i branie jest przenoszone bezpośrednio na szczytówkę z pominięciem wagi obciążenia. Bardzo wygodne jest to rozwiązanie przy zastosowaniu mikroprzynęt w postaci imitacji ochotki , białych robaków i innych mini mini robaczków. Dla zwiększenia frajdy łowienia możemy zejść z przyponem na 0,10 mm i wtedy nawet 20 cm okoń podczas holu daje mnóstwo emocji. Dodatkowo poruszający się po dnie ciężarek wzbudza obłok mułu i stuka o kamienie co wabi pasiaki. Bardzo ważne jest centryczne założenie przynęty na haczyk, szczególnie gdy łowimy w rzece. Krzywo założona przynęta zaczyna wirować co automatycznie skręca nam przypon.

Drop Shot – szczególnie lubiany przeze mnie gdy na dnie mamy roślinność. Zestaw wygląda następująco na fluorocarbonie wiążemy haczyk , ważne żeby był skierowany prostopadle do linki. na końcu zestawu znajduje się ciężarek. Można kupić specjalne ciężarki do drop shota z charakterystycznie spłaszczoną agrafką umożliwiająca regulowanie odległości pomiędzy haczykiem i obciążeniem. Przy mniejszej średnicy fluorocarbonu możemy zawiązać małe węzełki co 10 cm które będą blokować ciężarek przed zsunięciem się z zestawu. Pozwala nam to automatycznie zwiększać wysokość pracy przynęty nad dnem. Przy tej metodzie nadajemy już więcej pracy przynętom gdyż każde drganie wędki przenosi się bezpośrednio na nie. Możemy podczas prowadzenia luzować żyłkę pomiędzy ciężarkiem a hakiem i pracować luźną imitacją rybiego pokarmu.

W rzece drop shot umożliwia swobodny spływ przynętą. Ciężarek powoli przesuwa się po dnie, a przynęta spływa z nurtem poruszana przez lekkie podbicia wędką w górę. Jest to doskonały sposób na rzeczne tęczaki, które lubią ten sposób podania przynęty. Często wolą przynęte leniwie płynącą z nurtem lub dosłownie toczącą się po dnie.

Czeburaszka – chyba najlepsze z jesiennych rozwiązań. Metoda polega na zastosowaniu główki z dopiętym luźno hakiem. Obciążenie ma rozmaite kształty – od klasycznej główki z mimośrodowym otworem, poprzez “żelazka” do “szurania” po dnie do rybich główek. Każda z nich ma inną pracę, a zawias pomiędzy hakiem i obciążeniem daje mnóstwo możliwości prowadzenia. Każdy sposób podbicia daje możliwość nadania przynęcie innego stylu pracy. Zaletą czeburaszki jest jej ogromna “giętkość” pracy w wodzie. Możemy przynętę dosłownie zawrócić w miejscu i pozwolić żeby opadała w pionie nieznacznie zmieniając tylko swoje położenie.

Jesienne paski i kropki

Pobieżnie opisałem rozwiązania obciążenia, teraz pora na przynęty…

Moje ulubione to klasyczne dwucalowe twistery. Na okonie wszelkie odcienie “motoroil” z różnym brokatem i herbatki z pieprzem. Tu jestem bardzo klasyczny trzymając się zasady – ciemny dzień – jasne, brokatowe przynęty, jasny dzień – ciemniejsze przynęty z minimalna ilością świecidełek. Na tęczaki mam jeden kolor – tradycyjny żółty. Oczywiście jest mnóstwo skutecznych rozwiązań, ale na szybkie wypady wolę jak najmniej przynęt. Bardziej skupiam się na znalezieniu ryb i odpowiedniej pracy przynęty niż na kolorze. Oczywiście żółty jest skuteczny na wodzie stojącej tylko ma jedna wadę – szczególnie przy zastosowaniu złotych główek. Szczupaki są ich koneserami – szczególnie te małe z ostrymi zębami. Odcinają je z ogromnym zapałem 😉

Jesienne paski i kropki

Gdzie łowiliśmy

Areną naszych jesiennych wypraw są małe, stare żwirownie w dolinie Sanu. Czasem niezwykle płytkie, z krystaliczną wodą co bardzo utrudnia łowienie, a zarazem czyni je atrakcyjnym. Gdy ubierzemy okulary polaryzacyjne naszym oczom ukazuje się cała arena zmagań. Trzciny, trawy, dołki i inne kryjówki ryb. Czasem widać żerujące stado okoni i musimy podchodzić je z partyzanta.

Kiedy znudzi nam się łowienie na bajorku, przeskakujemy 100 metrów na San i poszukujemy w przybrzeżnych dołkach zagubionych tęczorów. Patrolują one okolice trzymając się głębszych miejsc na pograniczu nurtu. Szczególnie wieczorem łatwo je znaleźć gdy niezdarnie łapią much na powierzchni wody. Odpowiednio lekka przynęta i możemy je łowić jak na muchę – “do oczka”. Zobaczymy wyjście ryby i zarzucamy lekko powyżej przynętę – tak, żeby spadła rybie dosłownie “na głowę”. Rzadko się zdarza, żeby tęczak odmówił sobie zobaczenia i spróbowania co tam chlapie na powierzchni kiedy intensywnie goni muchy. Lubią też szukać przygód w dołkach poniżej ujścia małych rzeczek. Patrolują głębokie pogranicza nurtu. Ustawiają się tak żeby widzieć jak najwięcej. I często idą za przynętą skubiąc jej ogon. Nawyki obgryzania płetw ze zbiorników hodowlanych.

Na naszych wyprawach lubimy urozmaicenie podczas łowienia i kiedy mamy możliwość zmiany łowisk robimy to. Kilka bajorek po drodze, szybka godzinka na rzece to nasze łowienie. Czasem robimy mały challenge, to podkręca tempo łowienia. Ryba, zdjęcie i na messenger do konkurenta. Taki streetfishing w wersji dwuosobowej. Rywalizując 1 na 1. Najważniejsza jest w tym możliwość spędzania czasu ze sobą, dzielenia pasji i odpoczynku od codzienności, a wspólny spacer połączony z łowieniem zawsze jest przyjemny.

Od zawsze wędkarstwo łączyło pokolenia – dla nas robi to dalej 🙂

Może Ci się przydać

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *