PoradnikSpinning

Zimowy spining w wydaniu ultralight – sposób na klenie, jazie i okonie

Uwielbiam łowić spod lodu. Tyle, że ostatnimi laty bezpieczna pokrywa lodowa, na moich wodach powstaje późną zimą i szybko znika. Czasu na łowienie malutkimi wędkami, w przeręblu jest coraz mniej, a łowić się chce. Bywa już za zimno lub zbyt wietrznie na pływanie za dużymi drapieżnikami, albo zaczynają obowiązywać okresy ochronne. Najtrudniejszy jest czas przejściowy, kiedy wody zamarzają lub odmarzają. Łowienie z brzegu jest jeszcze niemożliwe ze względu na lód, ale wejście na niego jest już lub jeszcze niemożliwe. Jak realizować się wędkarsko w takich warunkach? Jednym z pomysłów, który stosuję z powodzeniem od kilku lat jest bardzo lekkie spinningowanie.

Na co się nastawiam? Nikogo pewnie nie zdziwi, jeśli powiem, że na okonie. Poza okoniami, a w ostatnim czasie nawet przede wszystkim, moim celem są klenie. Z ciekawych przyłowów, które miewam, wcale nierzadko trafiają mi się jazie (na które w pewnych okresach można po prostu się nastawiać), świnki, jelce, leszcze. Znajomi, którzy łowią na lekko, z sukcesami nastawiają się na wzdręgi i płocie, a nie dziwi ich już złowiony w ten sposób karaś czy lin. Oczywiście ryby, które łowię ja, bądź moi znajomi, są po prostu w dostępnych dla nas wodach.

W moim przypadku są to większe zbiorniki wodne, które zamarzają później niż te mniejsze i płytsze – te są moim okoniowym poligonem, oraz starorzecza i odnogi rzek stale połączone z głównym nurtem – tam szukam kleni. Poza tym, że moje łowiska dłużej opierają się niskim temperaturom i zamarzają później, wyróżniają się tym, że gromadzi się w nich drobnica. To jest dla mnie wyznacznik, gdzie próbuję łowić. Duża ilość brań w zimie? Tak – to jest możliwe.

Zimowy spining w wydaniu ultralight – sposób na klenie, jazie i okonie
Bezśnieżna zima i kleń na lekko.
Zimowy spining w wydaniu ultralight – sposób na klenie, jazie i okonie
Lubię takie przyłowy.

Przynęty

Łowienie lekkim spinningiem rozumiem jako łowienie niewielkimi, a przede wszystkim lekkimi przynętami. To nie jest łowienie techniką bocznego troka czy drop shot. Tutaj mała i lekka przynęta jest jedynym obciążeniem zestawu. Co to znaczy mała? Sześć centymetrów to granica górna długości gumowej przynęty (bo w 99% łowię silikonowymi imitacjami różnych wodnych żyjątek). Dwa centymetry, może półtora mają moje najmniejsze wabiki. Natomiast obciążeniem takich przynęt są główki, opisywane jako „micro”, bez kołnierza przy główce, co najwyżej z zadziorami na trzonku haczyka. Są to gramatury w przedziale 0,8 do 2 gram.

Waga to nie wszystko, bo bardzo ważna jest wielkość haczyka w takich główkach. Zbyt duży będzie psuł pracę przynęty, lub może popsuć samą gumkę, może też zmniejszyć skuteczność zacięć. Dlatego do tego typu łowienia używam główek z haczykami nr 4 lub mniejszymi. Zwracam też uwagę na numerację wielkości haczyków u różnych producentów, bo czwórka czwórce nierówna, a czasem i szóstka wydaje się za duża. Niezłym rozwiązaniem jest użycie najmniejszych czeburaszek w połączeniu z haczykami z oczkiem. W tej chwili nie ma problemu z dostępnością takich haczyków, bo można użyć haków muchowych lub specjalizowanych do metody drop shot. Zaletą jest możliwość doboru rozmiaru haczyka do przynęty, czy inna praca przynęty w porównaniu do zbrojenia główką. Wadą, póki co jest z kolei dostępność czeburaszek w najmniejszych rozmiarach – zwykle są albo dwu albo jednogramowe. Główki micro można dostać też półtora gramowe lub lżejsze niż gram. Mimo to, biorąc jeszcze pod uwagę rozmiarówki haczyków, wcale nie są powszechnie dostępne.

Zimowy spining w wydaniu ultralight – sposób na klenie, jazie i okonie
Robactwo…
Zimowy spining w wydaniu ultralight – sposób na klenie, jazie i okonie
… i inne dziwolągi.

Waga ma znaczenie

Jeśli zastanawiacie się nad sensem tych moich rozważań o aptekarskim podejściu do wagi obciążenia, bo jaka jest różnica między 1 gramem a 0,8 grama, to powiem, że praktyka pokazuje różnice. Te dwie dziesiąte grama mają wpływ na odległość rzutów, przy tak małych przynętach zmieniają czas ich opadania do dna, a to z kolei jednak wpływa na prezentację wabika i ilość brań. Sam się nad tym zastanawiałem jeszcze kilka lat temu dopóki nie sprawdziłem i nie przekonałem się na własnej skórze.

Na jednym z moich kleniowych starorzeczy, poza kleniami jest też bardzo duża ilość zaczepów. Jednego razu skończyły mi się najmniejsze główki, pourywałem też gramowe czeburaszki. Zostały mi w pudełku tylko takie od dwóch gram w górę. Wcześniej miałem brania i łowiłem ryby, później, z cięższymi główkami, jakbym łowił w studni. Wtedy wymyśliłem i stosuję do dzisiaj jeszcze jedno rozwiązanie. Mianowice na końcu zestawu dowiązuję haczyk, na który nadziewam gumowego robala, a tuż powyżej haczyka zaciskam śrucinę lub ich zestaw. Taka kombinacja pozwoliła mi przywrócić wtedy brania. Pokazała jak zachowuje się przynęta, kiedy któraś śrucinka spadnie, albo jak założę ich za dużo. Pozwoliła też na eksperymenty z regulacją obciążenia praktycznie co jedną dziesiątą grama, jak również z odległością obciążenia od haczyka. Co ważne, przy tak zmontowanym zestawie – należy go częściej sprawdzać i przewiązywać, bo śruciny niestety osłabiają i tak już niewielką moc zestawu.

Zimowy spining w wydaniu ultralight – sposób na klenie, jazie i okonie
Patent ze śrucinkami. Poste i skuteczne.

Sprzęt

Tak lekkie przynęty (bez ciężarka jak w bocznym troku czy drop shot’cie) wymagają do obsługi delikatnego zestawu. Nie trzeba rzucać daleko, wystarczy kilka, kilkanaście metrów. Ważne, żeby rzucać precyzyjnie i powtarzalnie oraz, żeby prowadząc przynętę czuć, co się z nią dzieje. Lekka wędka maksymalnie do kilkunastu gramów wyrzutu z czułą szczytówką. Do tego niewielki lekki kołowrotek (obowiązkowo z płynnie pracującym hamulcem) i żyłka 0,12mm. Grubsze żyłki powodują krótsze rzuty, a cieńsze, po pierwsze trudniej kupić w rolkach stu i więcej metrów, po drugie są zbyt słabe. Mój zestaw to wędka Mikado Nihonto 3-17g – „wklejka” 240 cm długości, kołowrotek w rozmiarze 2000 i żyłka Stroft, która naprawdę długo trzyma swoje parametry. Nie używam krętlików ani agrafek. Taki zestaw pozwala mi rzucać w miarę daleko i precyzyjnie, oraz ma pewien zapas mocy, kiedy moją przynętę zechce zjeść solidny okoń, albo ponad 40-centymetrowy kleń.

Zimowy spining w wydaniu ultralight – sposób na klenie, jazie i okonie

Jak łowić ?

Prowadzenie przynęty uzależniam od tego, czy w łowisku na dnie jest roślinność czy nie. Zwykle łowię w opadzie i jeśli na dnie zalega zielenina, staram się nie dopuszczać do tego, żeby przynęta na nie opadała – stosuję opad w toni. Doświadczalnie, można przy pierwszym rzucie policzyć po ilu sekundach osiągamy dno i w następnych zaczynać prowadzenie odpowiednio wcześniej. Tak zwykle łowię, jeśli moim celem są jeziorowe okonie. W moich kleniowych miejscówkach dno zwykle mam muliste lub żwirowate. Wtedy łowię bardzo leniwym opadem. Bardzo rzadko stosuję energiczne poderwanie przynęty, najczęściej są to pojedyncze lub podwójnie, nieprędkie obroty korbką kołowrotka. Takie prawie wleczenie po dnie. Czasem skuteczne jest odczekanie kilku sekund przed ponownym poderwaniem przynęty. Zimą często ryby pobierają naszą przynętę, kiedy opadnie na dno i tam leży nieruchomo. Brania są różne. Jeśli ryby są aktywne, puknięcia są wyczuwalne. W innych przypadkach trzeba obserwować żyłkę, czy nie jedzie w bok, albo czy dziwnie nie podskoczy. Jeszcze inne poczujemy dopiero przy kolejnym pociągnięciu przynęty i objawi się ono jako narastający żywy opór.

Zimowy spining w wydaniu ultralight – sposób na klenie, jazie i okonie
Ładny zimowy Kleń – amator gumowych robali. Jak widać przynęty potrafią całe znikać w pyskach ryb.

Takie lekkie łowienie potrafi dać wiele frajdy. Szczególnie jeśli znajdziemy łowisko, w którym będą nam się trafiać ryby 30-centymetrowe i większe. Na delikatnym zestawie, nawet takie uruchomią hamulec w kołowrotku. A co jeśli lekki spinning będzie wstępem do ultra lekkiego? Kije od 0 do 5 gram wyrzutu, plecionka zero zero nic i przynęta 1cm na główce 0,2 grama? To dopiero musi być zabawa.

Może Ci się przydać

One comment

  1. Zimowy spining w wydaniu ultralight – sposób na klenie, jazie i okonie

    Super wpis.od niedawna interesuje się ul .przy najbliższej okazji wypróbuję patent że srucinkami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *