Spinning

Wielkie szczupaki na wielkie przynęty

Szczupak to ryba mojego dzieciństwa

Myślę, że nie tylko mojego. Każdego dzieciaka kręcą szczupaki. Raz, że zakazany owoc bo na spinning i na żywca można było łowić dopiero po ukończeniu czternastego roku życia. Dwa i przede wszystkim dlatego, że to silny, drapieżny, z wielkimi zębami… król wód.

Początki były w miarę proste. W latach dziewięćdziesiątych nie było jeszcze takiego wyboru przynęt spinningowych jak dziś. Nad wodę zabierało się więc głównie kilka wahadłówek, obrotówek i ze dwa twistery, a najczęściej łowiło się w ogóle na żywca. W tamtych czasach spinning był jedną z metod połowu ryb drapieżnych, dziś sam spinning kryje w sobie kilka technik. Dawniej łowiło się na to co akurat było, dziś można wszystko z premedytacją zaplanować. Wachlarz możliwości jest ogromny, wybór to kwestia upodobań i wiary wędkarza. Oczywiście jak wszędzie notujemy różne przypadki i odstępstwa, niemniej w każdej dziedzinie z biegiem czasu i rozwoju krystalizują się schematy , teorie i w przypadku łowienia szczupaków jedną z nich jest:

Duża przynęta, duża ryba

Tej teorii najmocniej doświadczyłem w Szwecji. W Polsce dużą gumą była dla mnie taka, która miała 12 cm. 15 cm to już gigant. Tak się w mojej głowie utarło, w takie łowienie wierzyłem i nie czułem potrzeby, ani nie widziałem zasadności używania większych przynęt do momentu… gdy pierwszego dnia mojej szwedzkiej przygody spłynąłem na brzeg bez brania. To co działało w Polsce na małe i średnie szczupaki zupełnie nie podziałało na te wielkie w Szwecji. Małe i średnie ryby zresztą też nie współpracowały. Zaczęło się kombinowanie i szukanie informacji. Następnego dnia jeden z moich kijów był już uzbrojony w wielką, 25 cm płoć, z długą „dozbrojką” wbitą w okolicy ogona.

Wielkie szczupaki na wielkie przynęty
Jedna z trzech dużych gum, która dawała ryby.

Trzeba było się przekonać.

W myśl teorii Henrego Forda, że jeśli jesteś przekonany, że możesz coś zrobić to masz rację i jeśli jesteś przekonany, że nie możesz… to też masz rację, trzeba było uwierzyć w 25 cm gumową płoć.  Po kilku rzutach, gumę pod samą łódź odprowadził średni szczupak. Kilka rzutów później pierwsza guma straciła ogonek. To już nie była kwestia wiary, widziałem, że jesteśmy na dobrej drodze. Kolejne godziny łowienia w ten sposób przyniosły kolejne wnioski. Zrezygnowaliśmy w ogóle z poszukiwania ryb na otwartej i głębokiej wodzie. Pływaliśmy po zatokach w poszukiwaniu trzcinowisk lub brzegów gdzie woda szybko nabierała głębokości. Znacznie odciążyliśmy gumy, łowiliśmy 5-7 gramowymi główkami. To i tak sporo w połączeniu z wielką i ciężką przynętą. Szybko okazało się, że takie łowienie jest dość wygodne. Ryby brały, nawet półmetrowe szczupaki atakowały wielkie przynęty a wygoda polegała na tym, że tak wielkie wabiki były połykane przez ryby z reguły płytko. Dodatkowym walorem był fakt, że nie operowaliśmy zbyt wiele łodzią. Czas poszukiwania nowych miejscówek, analizowanie zapisów echosondy można było zastąpić łowieniem, które przy lekkich podmuchach wiatru najczęściej odbywało się w dryfie, w znacznej odległości od brzegu. Dzięki wadze przynęty, rzuty były na tyle dalekie, że mimo dystansu można było ją podać pod sam brzeg lub na skraj roślin. I tak właśnie powstała taktyka, która otworzyła worek z rybami. Duża przynęta, łódka w znacznej odległości od brzegu i rzuty które pozwalały się pod niego dostać.

Wielkie szczupaki na wielkie przynęty
Szwecja. Wschód słońca.
Wielkie szczupaki na wielkie przynęty
Tej wielkości ryb było całkiem sporo.

Magiczny metr

Z każdą kolejną rybą czułem, że zanosi się na coś specjalnego. Na mojej łodzi łowiliśmy ryby do 80 cm, czekaliśmy na przełamanie. Poprzedniego dnia namierzyliśmy piękną, głęboką ale też gęsto porośniętą zatokę i tego magicznego ranka postanowiliśmy popłynąć od razu w to miejsce. Była jeszcze szarówka kiedy ląduje pierwszego siedemdziesięciocentymetrowego szczupaka. Ustawiliśmy w się w strzałce, wśród moczarki. Po prostu śmierdziało tutaj dużymi rybami.

Moja najskuteczniejsza guma była już tak pocięta od szczupaczych zębów, że koniec jej był bliski. Nikt nie spodziewał się jednak, że nastąpi on w taki sposób. Podaję przynętę na skraj zarośli, dwa bardzo wolne obroty korbką kołowrotka i strzał wielkiego szczupaka rozrywa gumę z takim impetem, że wyleciała w powietrze na kilkanaście metrów. Rozpoczęło się szaleństwo, na miejscówce jest ciasno. Wiem, że każda ucieczka ryby w lewo lub w prawo może skończyć się stratą. Dlatego holuje siłowo, ryba skacze, ucieka pod łódź. Nie miała jednak szansy na uwolnienie, była dobrze zapięta a mój kompan pewnie, przy pierwszej możliwości zagarnął ją do wielkiego karpiowego podbieraka. Gdzie jest centymetr, dajcie mi centymetr ? 101…

Wielkie szczupaki na wielkie przynęty
Metrowy szczupak !

Oprócz błękitnego nieba, nic mi więcej nie potrzeba

Emocje długo nie opadały. Ja nie mam motywacji by dalej łowić, ja mam luz. Ja jestem spełniony. Tak czułem się wcześniej tylko raz, kiedy złowiłem swoją pierwszą troć. Szczupacze zęby zostawiły swój odcisk na mojej dłoni i gdy domywałem ślady krwi, obok łodzi, w zasięgu ręki dryfowała moja rozpruta guma. Z pomocą kleju i plecionki udało się ją doprowadzić do użytku i chwilę później znów zawisnęła na agrafce. Ryby nie miały dla niej litości, to był mój dzień. Łowiłem szczupaki spod każdego kamienia, spod każdego krzaczka czy trzciny. Rzut, swobodny opad przynęty, bardzo wolne zwijanie linki z przerwami na ponowny opad lekko uzbrojonej przynęty i tak w kółko.

Podobne przyciąga… podobne

Zmieniliśmy zatokę, słońce zwiastowało nadejście południa. Mimo pełnej lampy było zimno. Wsłuchiwaliśmy się w rykowisko jeleni, chwilę później z oddali obserwowaliśmy jak przemierzają zatokę. Kapitalny widok, choć nie mogłem pozbyć się uczucia, że jesteśmy intruzami w całym tym przyrodniczym spektaklu. Łowiliśmy nieco leniwie. Rzadziej kierowałem swoją świadomość i koncentrację na to co dzieje się po drugiej stronie plecionki. Trudno powiedzieć czy to kwestia spełnienia, zmęczenia czy magii wszystkiego co nas spotkało. Jest w człowieku jednak taka pokusa by wykorzystać co się da końca i trudno powiedzieć czy to zachłanność czy determinacja, bo granica tutaj  jest cienka. Wróciliśmy więc do łowienia na poważnie, bo biorą a jak biorą to trzeba łowić. Egzystencjalne problemy rozwiążemy później. Wypływając z zatoki los obdarzył mnie kolejnym niemal metrowym szczupakiem. 99 cm. Brałem więc z tego rogu obfitości pełnymi garściami.

Wielkie szczupaki na wielkie przynęty
Mniejszy, ale cięższy. 99 cm !
Wielkie szczupaki na wielkie przynęty
Złów i wypuść.

Szwedzkie obyczaje na polskich wodach

To czego nauczyłem się w Szwecji przywiozłem ze sobą do Polski. Dziś łowiąc w Polsce używam kija o ciężarze wyrzutu do 80 gram, plecionki 0,18 mm i długiego wolframowego przyponu. Mojej szczęśliwej gumy nie ma już co prawda w pudełku, ale po powrocie do kraju kupiłem opakowanie nowych. Tym tajnym killerem jest Daiwa Duckfin Shad Roach 25 cm i w Polsce też zdarzyło mi się nią już skutecznie połowić. Bezsprzecznie jest to selektywne wędkowanie, bo nie łowię już praktycznie ryb poniżej 60 cm, przez co oczywiście rzadziej notuje brania, ale gdy takie już nastąpi to po drugiej stronie przeciwnik jest godny. Gdy wybieram się na szczupaka szukam łowisk, których linia brzegowa porośnięta jest trzciną. Kiedy wędkuję z łodzi to obławiam strefę przybrzeżną z odległości około 50 metrów. Do łowienia z brzegu używam spodniobutów, w których wchodzę do wody na skraj trzcin i obławiam ich granicę z lewej i z prawej strony.

Mamy jesień w pełnej krasie. To właśnie ten moment.

Może Ci się przydać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *