Relacje z nad wodySpinning

Pstrągi 2021 – gdzie ta wiosna?

Pierwszego dnia wiosny większą grupą zameldowaliśmy się nad Skawą. Kawał dobrze gospodarowanej wody z dużą populacją pstrąga umożliwia dobre wędkowanie zarówno spiningistom, jak i muszkarzom. Kilka kilometrów wody to odcinek bez prawa zabierania ryb łososiowatych, co świetnie przekłada się na rybostan tej wody. Do tego okoliczności natury, otaczające nas Beskidy i stosunkowa bliska odległość dużych metropolii krakowskiej i katowickiej, czynią tę wodę bardzo popularną wśród amatorów ryb w kropki.

Relacja w wersji video. Zapraszam do oglądania.

Moje wyobrażenie w temacie wędkowania na starcie nowej pory roku było mniej więcej takie: streamer, koszula, lekki polarek, czapka z daszkiem i leniwe stąpanie metr po metrze w dół rzeki. Rzeczywistość natomiast spotkała nas zupełnie inna. Śnieg padał całą noc, temperatura powietrza spadła do -7 stopni Celcjusza, czapka, szalik, rękawiczki i jeszcze było mało. Na Skawie trzeba brodzić, a ja nie miałem kalesonów i nawet ostre poranne słońce nie ratowało sytuacji. Sznur po półgodzinnym łowieniu nie pozwalał już łowić tam, gdzie się chce. Zalodzone przelotki to jedno, z tym jeszcze można sobie poradzić, gorzej z linką, która na całej długości styku z wodą była pokryta delikatną warstwą lodu. Jak się okazało to nie jedyny problem z jakim przyszło mi się zmierzyć…

Ryba w ogóle nie była aktywna

Całą sobotę i przedpołudnie w niedzielę sumiennie przełowiłem ciekawsze fragmenty wody nie notując nawet brania. Podobnie było u moich Przyjaciół, którzy też zrezygnowani wrócili na kwaterę. Takie wyjazdy uczą pokory i podczas takich wyjazdów sprawę ratuje jedynie towarzystwo. Mimo tego, że na pstrąg wybieram się głównie sam i stronię od towarzystwa, to jednak grupę wędkujących znajomych mam znakomitą i co jakiś czas takie spotkania wychodzą nam po prostu znakomicie. Brak ryb boli mniej, bo one są wtedy tylko przyprawą do dania głównego.

Już raptem dwa dni później pojechałem sprawdzić czy to, co wydarzyło się w weekend, to wypadek przy pracy, wyjątkowo niesprzyjające warunki, czy może pstrągi jeszcze po prostu nie ruszyły na dobre. Celowałem w dobrą, wiosenną pogodę, którą zapowiadano do kilku dni. Słońce, to nie jest najlepszy warun do łowienia pstrągów, ale liczyłem na to, że gdy woda pójdzie ten stopień do góry, to rybom nie będzie przeszkadzać dodatkowe światło. Z drugiej strony chciałem się już po prostu wygrzać, bo w tym sezonie na rybach albo mróz, albo śnieg, albo wiatr, albo też wszystko na raz.

Tęczak na pocieszenie

Pierwsza godzina wędkowania zmiany warunków gry pod wodą nie zwiastowała. Nie miałem brania więc wiedziałem, że z jednej strony nie ma się co zniechęcać, bo to (jak to zimą bywa) może się skończyć jednym braniem za którym będzie trzeba chodzić pół dnia. Z drugiej strony właśnie tego mogłem się spodziewać ponieważ prognoza pogody przesunęła się o jeden dzień i ani słońca, ani ciepła nie było. Leniwie obławiałem co ciekawsze miejscówki zaniepokojony ilością kormoranów fruwającą nad głowami. Widok był na prawdę przerażający, mam nadzieję, że te ptaki nie jedzą tyle, ile się im przypisuje, bo szybkie mnożenie w głowie podsuwało fatalne wyniki.

Z rozmyśleń na ten temat wyrwało mnie mocne uderzenie w moją przynętę. Zaciąłem odruchowo i ryba od razu odbiła w kierunku mojego brzegu. Zdążyłem tylko pomyśleć o tym, że ryba jest ładna i zauważyłem z lekkim rozczarowaniem, że tym razem na brzegu wyląduje tęczak. Trzeba jednak przyznać, że ładny. Co ciekawe przez kilka lat przełowionych na tej rzeczce nigdy do tej pory nie złowiłem tam tęczaka. Moje rozczarowanie brało się również stąd, że niestety spodziewałem się, że limit brań na ten dzień mogłem już wykorzystać i… tak też się stało.

Pstrągi 2021 – gdzie ta wiosna?
Miejsce na którym pstrągarz traci sporo czasu. Najpierw przed zwaliskiem, później też dobrze trzeba obłowić to co jest za nim.

Kto chodzi, ten wychodzi

Nie mogę powiedzieć, żebym tej zimy i wiosny nie połowił ładnych ryb, jednak każda z nich wyjątkowo dużo mnie kosztowała. Tak też było z kolejnym ładnym potokowcem, którego złowiłem już na „oparach cierpliwości”. Można by powiedzieć, że w tym sezonie, to już klasyka mojego wędkowania – branie następuje wtedy, kiedy myślami jestem już w drodze powrotnej do domu. Na szczęście mam tyle silnej woli, że koniec łowienia wyznaczany jest przez koniec dnia, a większość złowionych ryb skusiła się właśnie na krótko przed zmrokiem. Tym razem dodatkowym utrudnieniem była też wyjątkowo niska woda, a ja jeszcze ciągle chodzę w dół rzeki czyli nachodząc rybom na głowę. Na takie sytuacje rozwiązaniem są odległe rzuty, o ile tylko miejsce pozwoli. Mimo tego, że wiosny ciągle nie widać, to ta ryba wzięła na wypłyceniu, na środku rzeki. Branie było tak silne, że od razu pomyślałem o tym, że ryby też mają dość tej zimy i nie zamierzają swoim zachowaniem dostosowywać się już do pogody. To dla mnie już jakiś znak, aby następnym razem iść już w górę rzeki.

Pstrągi 2021 – gdzie ta wiosna?
Tutaj prawdopodobnie widać właśnie robotę kormoranów.

Rybie zwróciłem wolność bez mierzenia, jednak spokojnie mogę ją sklasyfikować do tych 45cm+. Skuteczną przynętą okazał się wobler Trillex, który w tym sezonie zaczyna wyrastać na „killerka”, pewnie przede wszystkim dzięki temu, że się polubiliśmy i bardzo często wisi na mojej agrafce. Początek tego sezonu, to dla mnie też dłuższa przygoda z żyłką Dragon HM 69 i kiedy będę przewijał żyłkę na świeżą, to znów wybiorę właśnie tę markę. Trzeba oddać tej lince dużą moc, sporą odporność na ścieranie i przede wszystkim małą pamięć. Nawój na szpuli nie skręca zbyt szybko tej linki, a dla tych, co dużą wagę przykładają do walorów estetycznych, to jej błękitny kolor może się podobać i fajnie prezentuje się na kołowrotku.

To będzie w końcu ta wiosna?

Mimo tego, że mamy już kwiecień, za nami święta Wielkanocne, to w momencie, kiedy piszę ten tekst za oknem jest biało. Miała przyjść wiosna, a ze z zdwojoną siłą wróciła zima i na razie jedyne, co wiosenne, to coraz dłuższy dzień. Dodatkowo ten przejściowy okres w tym roku jest bardzo wietrzny, a to potrafi potęgować zimno i ekstremalne odczucia fizyczne i psychiczne. Często w naszym łowieniu pstrągów nawiązujemy do tego, że to nasze wędkarstwo piękne jest również dlatego, że nie jest łatwe. Od początku tego roku mamy tego próbkę w skrajnym wydaniu. Pogoda na bakier, ryby nieaktywne i mnogość kormoranów. Ile jeszcze będziemy musieli poczekać, żeby w letniej koszuli ruszyć w górę rzeki? No i kiedy na dobre wyjdą żaby? Mam nadzieję, że już w kolejnym tekście będę miał dla Was te odpowiedzi.

Może Ci się przydać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *