Wędkarskie opowieści

Trening zawodniczy

Pod koniec sierpnia dostałem telefon z propozycją pomocy w treningach przed Mistrzostwami Polski, które miały odbyć się na łowisku komercyjnym “Stary San Hurko”. Lokalizacja i woda bardzo ciekawa jak na wyczynowy spławik, a tym samym wyzwanie ogromne. Duże ryby i nieobliczalne łowisko, a więc kolejna zagadka do rozwiązania.

Łowisko Stary San

Łowisko Stary San to 20 hektarowe starorzecze, które grubo ponad 100 lat temu zostało oddzielone od rzeki. Powstały w ten sposób zbiornik przez wiele lat był naturalnym siedliskiem linów, złotych karasi, dzikich karpi oraz szczupaków. Kilka lat temu na starorzeczu zostało utworzone łowisko no kill. Do wody trafiło sporo karpia, amura i jesiotry. Na linii udostępnionej do łowienia przeprowadzone zostały prace rewitalizacyjne i tym samym głębokość łowiska wynosi około 2 metrów w odległości 5-6 m od brzegu i systematycznie unosi się do 1 m pod rozległym trzcinowiskiem na drugim brzegu. Szerokość łowiska to 45 metrów po lewej stronie udostępnionej do łowienia do około 100 m w najszerszym miejscu. Po obu stronach łowiska znajdują się duże zatoki wyłączone z wędkowania stanowiące naturalne tarliska i matecznik łowionych ryb. Wzdłuż łowiska biegnie linia kolejowa, a tuż za nią międzynarodowa droga Przemyśl – Medyka. 

Na dnie znajduje się niewielka warstwa mułu, ale można miejscami znaleźć twarde dno. Woda jest mało przejrzysta i posiada spory uciąg gdy rozpędzi ją wiejący wiatr. Żerujące w łowisku ryby są widoczne na powierzchni gdyż unoszą spore ilości osadów dennych i gdy zawitają w naszym łowisku od razu na wodzie możemy zauważyć “gejzery” spowodowane ryciem w dnie.

Wielkość ryb łowionych ze spławika to wzdręgi (10-300 gram), płocie (100-150g), karasie srebrzyste (500-2000 g), karasie złote (700-1200 g), liny (500-1500 g), karpie (4-6 kg), jesiotry (5-11 kg). Takie ryby łowiliśmy podczas treningów i zawodów. Na pewno w łowisku jest sporo większych okazów, gdyż zdarzały się odjazdy w “siną dal” i nawet 3 mm amortyzator hybrydowy i żyłka 0,25 mm zawiązana bez przyponu nie dawała sobie rady z mocarnymi przeciwnikami.

Trening zawodniczy
Trening zawodniczy

Pierwszy raz na łowisko wybrałem się wspólnie z Frankiem dwa tygodnie przed zawodami w celu zobaczenia co pływa w wodzie – ostatni raz miałem przyjemność tu łowić ponad 7 lat temu. Pojechaliśmy na koniec stanowisk i postanowiliśmy, że Franek spróbuje łowić tyczką, a ja sprawdzę co słychać pod odległościówką.

Nęcenie i łowienie

Do nęcenia użyliśmy:

pod tyczkę:

  • 2 kg Matchpro Top Gold lin karaś
  • 1 opakowanie Top Aroma Lin karaś Special
  • 2 opakowania Gliny Team River
  • 2 puszki kukurydzy
  • 0,5 litra topionych robaków

pod matcha :

  • 5 puszek kukurydzy systematycznie strzelanej z procy (tak jak opisywałem w artykule o pellet wagglerze)

Pod tyczką od samego początku było mnóstwo drobnej wzdręgi, która uparcie atakowała wszystko co założyliśmy na haczyk. Nawet dwie kukurydze nie były dla nich przeszkodą. Stopniowo w łowisku praca zanęty się uspokajała i zaczęły pojawiać się pojedyncze oznaki większych ryb. 

Na odległościówce od pierwszego strzału zameldowały się płocie w przedziale 50-150 gram, Które systematycznie odławiałem przez większość czasu łowienia. Niestety match nie dał mi żadnej większej ryby. Po godzinie czasu na tyczce pojawił się pierwszy złoty karaś. Niesamowicie wybarwiona ryba, po której widać było, że pamięta jeszcze czasy sprzed modernizacji zbiornika. Następne branie to szalony odjazd i trzask pękającego przyponu. Prawdopodobnie spory karp zaplątał się w naszym łowisku. 0,15 mm to zdecydowanie za mało na tutejsze wąsacze. Mają niesamowite przyspieszenie i jak wypraktykowałem na dalszych sesjach treningowych jedynie 0,21 mm dawało jakieś szanse na zatrzymanie przeciętnych bywalców tej wody. 

Najważniejsze było zatrzymanie ryby po pierwszym mocnym odjeździe i zajęcie jej uwagi pracą góra-dół poprzez uniesienie wysoko kija. Każdy inny sposób pozwalał rybie na odjazd z impetem w kierunku trzcinowiska na drugim brzegu. O ile na wąskim to była maksymalna granica rozciągnięcia amortyzatora, to na szerokiej części niestety tylko połowa drogi. Każdy taki odjazd kończył się trzaskiem przyponu i gwizdem powracającego zestawu lub jego części zniszczonych przez walczącą rybę. Ale od tego są właśnie treningi, żeby spróbować jakim sprzętem musimy łowić. 

Kolejne karasie systematycznie meldowały się w łowisku. Franek tego dnia złowił 11 pięknych złotych karasi i trzy srebrne “talerze”. Był też jeszcze jeden amator kukurydzy,który nie dał się zatrzymać.

Trening zawodniczy
Trening zawodniczy

Na następny trening udałem się w poniedziałek przed zawodami razem z Kubą. Mieliśmy przygotowane dwie tyczki. 

Kuba do nęcenia pod swoją użył:

  • 3 kg Matchpro top class lin karaś
  • 1 opakowanie Ziemia Bełchatowska
  • 1 opakowanie Double Leam Canal
  • 0,5 litra topionego białego robaka
  • 0,5 litra topionego kolorowego robaka
  • 0,5 litra kastera
  • 0,5 kg jokersa 
  • 1 puszkę kukurydzy

Ja natomiast skróciłem sie do 8 metrów i wrzuciłem do wody:

  • 2 opakowania gliny Team River
  • 0,5 kg gnojaków
  • 3 puszki kukurydzy

Mieliśmy przygotowane dwie opcje zanętowe. Jedna ze sporą ilością spożywki, druga moja bardziej “towarowa”.

Po zanęceniu od razu złowiłem 0,5 kg karasia srebrzystego, a Kuba przez godzinę sprawdzał ile jest w stanie złowić wzdręg. Po 30 minutach dołowiłem jeszcze jednego karasia i gdy po godzinie donęciłem kukurydzą z kubka miałem trzy brania po których musiałem budować nowe zestawy. Potężne ryby bez litości ruszały w łowisko zrywając moje zestawy. Zmuszało mnie to do rozkładania co raz to grubszych amortyzatorów. Grubość żyłki na zestawie wzrosła do 0,25 mm i tym samym brania się skończyły… Gdy powróciłem do 0,21 mm udało mi się wyholować dwa karpie 4,5-6 kg. Cały dzień zakończyłem na 6 karasiach i dwóch karpiach.

Kuba w swojej zanęcie miał dużo więcej ciekawych ryb. Złowił około 10 karasi, co pokazywało, że nęcenie ich zanętą spożywczą ma duże znaczenie. Ciekawostką było gdy po jednym “ karasiowym” braniu podczas zacięcia w powietrze wyskoczył piękny jesiotr, a następnie zwiedzając sobie nasze łowisko wypiął się przy próbie podebrania. Identyczna sytuacja powtórzyła godzinę później i taki sam scenariusz zafundował nam jego kolega…

Ukoronowaniem tego dnia było złowienie przez Kube dwóch karpi – 5 i 7 kg z czego ten drugi był jego życiówką na tyczkę.

Następne treningi opieraliśmy na podobnych koncepcjach łowienia, żonglując tylko przynętami i dopasowując zestawy do warunków panujących na łowisku. Dawało nam to za każdym razem kilka karasi plus dwa bonusowe karpie w przedziale 4-6 kg. Bardzo ważna okazała się selektywna przynęta, która pozwalała omijać dokuczające się wzdręgi. Duże ryby wpływające w łowisko musiały mieć czas na odnalezienie przynęty.

Może Ci się przydać

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *