Spinning

Samotność pstrągarza. Prawda czy mit?

Pstragarzy łączy pasja do łowienia ryb w kropki, często natomiast różnią przyzwyczajenia, przekonania, czy nawet wierzenia i przesądy. Jedni chodzą tylko w górę rzeki, by mijać na ścieżce tych, którzy chodzą tylko w dół. Każdy ma jakąś swoją ulubioną przynętę, łowisko czy miejscówkę. Ktoś wybiera żyłkę, a ktoś woli plecionkę. Część z nas łowi w towarzystwie, ktoś inny wybiera samotność i do tej drugiej grupy zaliczam się ja.

Lubię mieć wodę tylko dla siebie. Oznacza to, że wolę nad rzekę jeździć sam, ale również to, że stronie od miejsc, gdzie można spodziewać się dużej ilości wędkarzy. Jest to kwestia wiary. Najwięcej ryb łowie i łowiłem w samotności. Trafiam wtedy też te największe. Łowiąc samotnie, w ustronnych miejscach, mam pewność, że na stanowiskach jestem pierwszy danego dnia. I choć nie jestem zwolennikiem teorii, że pstrąg to ryba pierwszego rzutu, to jednak zdarza się, że te, ustawione w klasycznych miejscach, w celu zdobycia pokarmu, atakują przynęty zaraz po zderzeniu z wodą.

Samotność pstrągarza. Prawda czy mit?
Samotny wypad i ryba pierwszego rzutu. Chwilę później, w tym samym miejscu, dostaje jeszcze jedną ładną rybę.

Sukces lubi ciszę i spokój

Kiedy jednak pierwsze rzuty nie przynoszą rezultatu, a mam przeczucie, że w dołku, rynience, czy pod burtą stoi pstrąg, zdarza mi się wejść do wody, by lepiej i dokładniej obłowić miejsce. Czasami inny kąt prowadzenia przynęty może skusić rybę do brania. Czasami trzeba inaczej ją podać, by w miejscu, gdzie spodziewamy się ryby, nabrała odpowiedniej głębokości i do tego nierzadko potrzebne jest wejście do wody, które nie każdemu z naszych towarzyszy może odpowiadać, ze względu na hałas z tym związany. Zawsze dokładnie obławiam trzcinowiska. To miejsca często pomijane, ze względu na dostępność, a czasami wystarczy tylko wejść do rzeki i woda może się otworzyć. Są miejsca, gdzie najpierw trzeba przygotować sobie stanowisko, tworząc przejście w trzcinach i ze względu na zrobiony hałas, dopiero na kolejnym wędkowaniu, można z niej skorzystać.

Nie chcę się spieszyć, wolę jednej miejscówce poświęcić tyle czasu, ile podpowiada mi przeczucie. Nie lubię się przy tym zastanawiać, czy ktoś na mnie czeka, a jeszcze bardziej nie lubię, gdy ktoś mnie pogania. Poruszając się brzegiem, nawet w pojedynkę, można narobić sporo rumoru. Nawet jeśli bardzo się staramy, to zawsze nadepniemy na ukryty pod trawą albo śniegiem kij czy puszkę. Śnieg pod butami, sam z siebie, skrzypi, a przedzieranie się przez krzaki też nigdy nie odbywa się bezszelestnie. Jeśli idziemy w towarzystwie, to możemy ten hałas pomnożyć razy tyle, ilu nas jest. To znacznie zmniejsza nasze szansę na skuteczne wędkowanie, szczególnie zimą gdy ryby ustawiają się często blisko brzegów.

Samotność pstrągarza. Prawda czy mit?
Wypracowany, niespełna półmetrowy, letni pstrąg.
Ręka z rybą wyciągnięta przed siebie ręką, to jedna z opcji, na dobre zdjęcie samotnego pstrągarza.

Siebie trzeba znać

Wiara i przekonania to jednak nie wszystko, tutaj znaczenie ma również znajomość samego siebie. Mam w sobie żyłkę do rywalizacji i gdy łowie w towarzystwie bardzo się ona uaktywnia, ale rzadko działa na korzyść. Zawsze to lepiej i fajniej złowić wcześniej, więcej i większe. Jednak wraz z rywalizacją, pojawia się mniejsza dokładność, nerwowość czy koncentracja na towarzystwie, zamiast na przynęcie. Gdy analizuje, jak doszło do przechytrzenia moich największych pstrągów, dochodzę do wniosku, że często były to ryby wypracowane w mozolnie obławianej miejscówce. Ryby nierzadko namierzone wcześniej, by w końcu w skutek dużej wiary, cierpliwości i spokoju skusić je do brania. Gdy już to się uda, na chwilę samotność przestaje być moim atutem, nieraz przekonałem się o tym przy okazji podbierania ryb, czy robienie zdjęć.

Ponadto jestem dość… towarzyski. Na ryby nie jeżdżę z byle kim i kiedy jesteśmy już razem nad wodą, to lubię sobie po prostu pogadać. Czasami, gdy usiądziemy na dłużej, przy ognisku i puszce rozweselającego napoju, czas leci nieubłaganie szybko, ryby potrafią wtedy stać się tylko tłem. Trzeba to jednak rozgraniczyć i znaleźć miejsce zarówno dla wyjazdów towarzyskich, jak i dla tych, gdzie jest pełny fokus na wędkowanie.

Samotność pstrągarza. Prawda czy mit?
Ryba złowiona podczas brodzenia i bez wejścia do wody, nie byłbym w stanie sprowokować jej do brania.
Zdjęcie robione samowyzwalaczem w aparacie postawionym na malutkim, mieszczącym się w kieszeni statywie.

„Romantyczne” podejście

Moja samotność nad rzeką ma jeszcze jeden, niezwykły dla mnie, wymiar obcowania z naturą. W pojedynkę przeżywam swoje wędkarstwo zupełnie inaczej, niż w towarzystwie. Ani lepiej, ani gorzej, po prostu inaczej. Odczucia i doznania są mocniejsze. Widzę i słyszę więcej, szczególnie wczesnym rankiem lub późnym wieczorem, kiedy mocniej wyczulonym zmysłom pomaga świt, zmierzch czy mgła. Dodatkowo, ja z rzeką lubię sobie po prostu pogadać. Spacerując, schodząc na miejscówkę, często „na głos” wypowiadam swoje myśli. Czasami zastanawiam się czy te, które zostają wypowiedziane, nie mają większej mocy. Ostatnio, będąc na rybach, tak wymyśliłem sobie i przepowiedziałem, dużego klenia, którego złowiłem chwilę później.

Kompromis

Jak we wszystkim, i tutaj można znaleźć kompromis. Nad wodę możemy dojechać w towarzystwie, by na miejscu rozdzielić się i łowić na dwóch różnych odcinkach rzeki. Ma to swoje zalety i podstawy, choćby w samym bezpieczeństwie nad wodą. Kompan może okazać się nieodzowny, gdy na wiejskich terenach napadnie nas zgraja dzikich, bezpańskich psów lub gdy wpadniemy do bobrowej nory. Ci najlepsi Kompanii, po kilku wyjazdach, doskonale też wiedzą, co robić i jak się zachowywać, by nad wodą zostawić nam i sobie przestrzeń do łowienia, tak jak lubimy. Czasami, po kilku godzinach łowienia, dobrze jest się zdzwonić i wymienić spostrzeżeniami, a nuż Kolega po kiju trafił przynętą w gusta ryb lepiej niż my.

Samotność pstrągarza. Prawda czy mit?
Ja zostaje, Kompan idzie w „swoją” stronę.

Pomimo przedstawionego powyżej kompromisu, uważam, że prawdziwe pstrągowanie łączy się z samotnością. Pstrąg to ryba, która potrzebuje całej naszej uwagi i pełnej koncentracji. Nagradza tych, którzy są cierpliwi i wyciągają wnioski. Z nadchodzącym początkiem sezonu, o spokój nad wodą może być trudno. Wielu z nas, spragnionych wędkowania, rozejdzie się po pstrągowych i trociowych rzekach. Z każdym kolejnym miesiącem powinno być jednak łatwiej. Kwiecień to czas, kiedy pstrąg o wędkarską uwagę, zaczyna konkurować z okoniem, kleniem i jaziem. Maj i czerwiec, to najpierw szczupak, potem sandacz. Nad pstrągowymi rzekami zostaną już tylko Ci z prawdziwą „pstrągową korbą”.

Życzę Wam wielu wspaniałych, osobistych przeżyć nad wodą. Dobrego, obfitego w duże ryby, nowego sezonu. Łówcie, jak lubicie !

Może Ci się przydać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *