PoradnikSpinning

Plecionka czy żyłka?

Lubię czasem po prostu usiąść na wyprawach wędkarskich. Tak zwyczajnie, na wygodnym fotelu, odchylając oparcie i leniwe obserwować sygnalizator. Długie czerwcowe noce, miejscówki skrupulatnie wytypowane przez kolegę-grunciarza i grill w środku nocy – zazwyczaj w wąskim gronie w taki sposób otwieramy sezon letnich zasiadek feederowych. Z powodu braku czasu, zmiany zainteresowań i celów wędkarskich, przeważnie na jednym wyjeździe kończę swoją przygodę z gruntówką. Całe szczęście, że jest chociaż ten jeden wypad, bo zapomniałbym jak wygląda żyłka.

Trochę historii

W 1937 roku firma DuPont zaprezentowała wynalazek, który zrewolucjonizował wiele gałęzi przemysłu i szturmem wszedł w życie milionów ludzi. Nylon, czyli pierwsze syntetyczne włókno, był początkiem ogromnych zmian m.in. w wędkarstwie. Bardzo szybko pomysł syntezy sztucznego włókna przeniósł się na inne kontynenty. W 1939 roku japońska firma Toyo Rayon (działająca do dziś jako TORAY, producent m.in. mat węglowych wykorzystywanych w produkcji blanków) opracowała innowacyjny sposób wytwarzania włókna syntetycznego. Niestety II wojna światowa spowodowała przerwania prac nad wykorzystaniem nylonu w przemyśle. Japończycy wrócili ze zdwojoną siłą i 1953 roku opracowali na potrzeby wędkarstwa ręcznego (sic!) linkę nazywaną braided line (pleciona lina). W 1970 roku ta sama firma wprowadziła pierwszą plecionkę przeznaczoną do wędkowania z użyciem kołowrotka. Czy był to duży sukces? Czy plecionka faktycznie była przełomem? Odpowiedzią niech będzie fakt, że firma YGK o której mowa, działa z sukcesem do dziś, dostarczając świetne linki wędkarzom na całym świecie.

Plecionka czy żyłka?
plecionka YGK Egi-METAL

Plecionka, czyli remedium na wszystkie bolączki?

Chociaż plecionka, w moim  przypadku, całkowicie wyparła stosowanie żyłek, nie jest jedynym słusznym wyborem wędkarza spinningisty. Moje wędkowanie to przeważnie spinningowanie w poszukiwaniu okonia, sandacza, szczupaka i rzadziej bolenia. Nie wyobrażam sobie stosowania żyłki lub może inaczej – nie widzę żadnych atutów w stosowaniu monofilamentów zamiast plecionki. Oczywiście w pewnych warunkach dużo bardziej sensownym wydaje się stosowanie dobrej żyłki, co postaram się wytłumaczyć w dalszej części artykułu.

Kluczową przewagą plecionki nad żyłką jest jej wytrzymałość. Stosunek wytrzymałości do masy jest nieporównywalny i wypada na korzyść plecionki – przy zbliżonych parametrach grubości jest ona kilkukrotnie bardziej wytrzymała niż żyłka. Celowo używam zwrotu „parametr grubości”, ponieważ wbrew przyzwyczajeniom, plecionka ma grubość wyznaczaną w przybliżeniu, co spowodowane jest procesem jej wytwarzania. Wracając do wytrzymałości, właśnie ten parametr najczęściej kusi wędkarzy. Dodatkowo, plecionka jest znacznie cieńsza w porównaniu do żyłki o tej samej wytrzymałości co znacznie wydłuża rzuty.

Zbliżona do zerowej rozciągliwość to kolejny z parametrów plecionki, który powoduje że wybierają ją spinningiści na całym świecie. Jakie korzyści niesie ze sobą całkowita nieelastyczność plecionki? Zacznijmy od podstawowej, czyli pewności i siły zacięcia. W momencie kiedy ryba atakuje nasz wabik, zacinamy przez energiczny ruch kijem, który powoduje wbicie haka w rybi pysk. W przypadku plecionki, siła z jaką szczytówka wędki w trakcie ruchu zacięcia pociągnie linkę zostanie prawie w stu procentach przekazana do haka lub główki jigowej. W przypadku stosowania żyłki, część siły włożonej w zacięcie spowoduje rozciągnięcie się żyłki wykonanej elastycznego materiału. Zakładając identyczne warunki, hak nie wbije się w rybi pysk z taką sama siła jak ma to miejsce w przypadku plecionki. Nie trzeba mieć też Nobla z fizyki żeby zrozumieć, że im większa odległość z której zacinamy rybę tym żyłka jest jeszcze mniej skuteczna.

W przypadku ryb, które maja dość miękkie pyski, różnica skuteczności wynikająca ze  stosowania żyłki i plecionki może się zacierać. Natomiast kiedy polujemy na ryby o twardych, wręcz kościsty pyskach plecionka jest nieodzowna – mam nadzieję, że gdzieś po drugiej stronie jakiś łowca sandaczy kiwa teraz głową z aprobatą, bo właśnie o tej rybie piszę. Co ciekawe, wbrew obiegowym opiniom, duży okoń ma również twardy pyszczek – mam na myśli jego górną, wewnętrzną część (analogia naszego ludzkiego podniebienia) i plecionka pozwala na skuteczniejsze zacięcie takiej ryby.

Plecionka czy żyłka?
okoń

Zerowej rozciągliwości plecionki ma znaczący wpływ na bardzo efektywne przenoszenie drgań i wszystkich innych impulsów generowanych na końcu naszego zestawu, zarówno w wyniku kontaktu z dnem czy przeszkodami ale również z rybami. Odpowiedniej grubości plecionka jest filarem czułego, dobrze przenoszącego sygnały zestawu. Działa tu zasada odwrotna niż w przypadku zacięcia – siła z jaką obiekt (ryba, przeszkoda na dnie) działa na przynętę jest niemal całkowicie przenoszona na szczytówkę. Dlatego właśnie tak dobrze widzimy ruch szczytówki łowiąc techniką opadu z użyciem plecionki. W przypadku kiedy łowimy z użyciem bardzo lekkich przynęt lub kiedy warunki pogodowe (wiatr) nas do tego zmuszają, sama plecionka jest doskonałym i najczulszym sygnalizatorem. Jacek Kolendowicz, legenda polskiego wędkarstwa spinningowego, w jednym ze swoich filmików omawia łowienie sandaczy i wykorzystania napięcia linki jako najczulszego sygnalizatora.

Nagłe napięcie plecionki (lub jej poluzowanie) jest pierwszym i bardzo subtelnym sygnałem brania ryby. W przypadku kiedy żerują one bardzo chimerycznie, delikatnie atakując przynęty, możemy nie widzieć brania na szczytówce, a tym bardziej nie czuć go w dłoni. Dzieję się tak w przypadku mniejszych drapieżników jak np. okoń, ale reguła ma zastosowanie również w przypadku większych i agresywniejszych ryb jak wspomniane sandacze. Kilka razy zdarzyło mi się widzieć branie szczupaka tylko na plecionce – bardzo delikatne przytrzymanie link okazywało się braniem ładnego esoxa.

Plecionka ma też dużo mniejszy tzw. efekt pamięci kształtu. Nie odkształca się, co ma bardzo duże znaczenie w przypadku ultralekkiego i finezyjnego spinningowania. W porównaniu do żyłki, plecionka jest również duża bardziej miękka i swobodniej układa się na szpuli kołowrotka.

Nie bez znaczenia pozostaje również kolor plecionki. Producenci dostarczają plecionki w wielu barwach – od agresywnych, fluorescencyjnych po stonowane ciemnozielone. Dodatkowo, część plecionek (najczęściej japońskie produkty opisane jako eging, stosowane w połowie mątw i kałamarnic) znakowane są co dziesięć metrów bardzo wyraźnym, kolorowym markerem. Jest to bardzo przydatne przy prowadzeniu przynęty na określonej głębokości czy kontrolowaniu zakresu w jakim opada i unosi się wabik. Plecionki opisane jako eging są bardzo uniwersalnym wyborem do łowienia „z opadu” o różnych porach dnia i nocy – zastosowany multikolor pozwala na obserwację napięcia plecionki zarówno w ciemności jak i pełnym słońcu.

Druga strona medalu

Świadomy wybór ma to do siebie, że musi być dokonany w oparciu o zalety i wady konkretnego rozwiązania. Plecionka to świetny materiał, ale ma też swoje ograniczenia, o których poniżej.

Plecionka to splot kilku pojedynczych włókien, między którymi pozostaje minimalna przestrzeń. Kiedy łowimy, przestrzeń ta wypełnia woda – mówiąc kolokwialnie plecionka chłonie wodę. Oczywiście nie jest to gąbka, ale opisywane właściwości aborcyjne mają wpływ na komfort łowienia i dyskwalifikują plecionkę w pewnych warunkach. Podczas zimowego spinningowania, przy temperaturach zauważalnie ujemnych, plecionka wchłania wodę, która później zamarza. Powoduje to przede wszystkim rozprężenie linki (staje się ona minimalnie grubsza) i zmniejszenie je elastyczności. Nie jest też tak, że w kilkustopniowym mrozie łowienie plecionką jest niemożliwe. Linki o bardzo ciasnym splocie chłoną wodę w dużo mniejszym stopniu i nie ogranicza to łowienia tak bardzo jak w przypadku plecionek o luźniejszym splocie. Natomiast prawdą jest, że wielogodzinne łowienie w większym mrozie z użyciem plecionki jest pozbawione sensu.

„Plecionka nie wybacza błędów” – na pewno często spotkałeś się z takim określeniem. Bardzo nie lubię tego powiedzenia, nie za bardzo tłumaczy o co chodzi i powtarzane jest jak mantra przez lokalnych mistrzów wędkarstwa. O co więc chodzi? Przede wszystkim o wspomniany brak rozciągliwości plecionki w porównaniu do żyłki. W zestawie spinningowym jest kilka punktów amortyzacji, czyli takich elementów, które powodują że ryba nam się nie spina i nie pęka przypon czy linka główna – kij, hamulec kołowrotka i stosowana linka główna. Jeśli stosujemy żyłkę, to nieodpowiednie wyregulowanie hamulca czy agresywne operowanie kijem będzie kompensowane przez elastyczność żyłki – zadziała ona jak amortyzator pochłaniając siłę z jaką walczy ryba. Stosując plecionkę pozbawiamy się tego dodatkowego elementu amortyzacji – siła z jaką walczy ryba jest bezpośrednio przenoszona na wędzisko i kołowrotek. Jeśli nieodpowiednio wyregulowaliśmy hamulec i chaotycznie operujemy wędziskiem, to jesteśmy na prostej drodze do zerwania zestawu bądź spięcia ryby.

Plecionka jest również dużo głośniejsza, tzn. odgłos który tworzy prześlizgując się przez przelotki jest dużo bardziej słyszalny niż w przypadku żyłki. Spowodowane jest to strukturą obydwu rozwiązań – żyłka w porównaniu do splotu włókien stosowanego w plecionce jest bardzo gładka i tarcie na przelotkach jest dużo mniejsze. Producenci stosują bardzo dużo rozwiązań, które niwelują to tarcie, ale wciąż plecionki są dużo głośniejsze.

Plecionka jest również duża bardziej widoczna pod wodą niż żyłka, co jest bardzo ważne w przypadku łowienia ryb uchodzących za nadzwyczaj ostrożne i płochliwe. W takim przypadku zdecydowanie częściej wędkarze sięgają po żyłkę, ponieważ jest dużo mniej widoczna w wodzie. Wielu pstrągarzy wybiera żyłkę, z różnych względów. Żyłka doskonale amortyzuje zrywy holowanego pstrąga i zwiększa prawdopodobieństwo wyholowania ryby. Nie bez znaczenia jest naturalny kolor żyłki, który w płytkiej, czystej wodzie jest praktycznie niewidoczny w porównaniu do plecionki. Jeśli masz ochotę w bardzo dosadny sposób usłyszeć dlaczego w takim przypadku żyłka ma przewagę nad plecionką, proponuję na dowolnym forum spinningowym stworzyć temat KLENIE TYLKO NA PLECIONKI. Na własna odpowiedzialność.

Żyłka uchodzi również za odporniejszą na przetarcia i częsty kontakt z twardymi przeszkodami, takimi jak bloki skalne, kamienie, twarde gałęzie etc.. W takim przypadku, plecionki (szczególnie te cieńsze) bardzo szybko ulegają uszkodzeniu i tracą swoje właściwości, dlatego zalecane jest stosowanie monofilamentów.

Bardzo ważnym aspektem którym kierują się wędkarze w wyborze między plecionką a żyłką jest cena. Jest to największa przewaga żyłki na plecionką – średniej klasy plecionka kosztuje w przedziale 70-120 złotych za około 150 metrów, co jest wielokrotnością ceny dobrej żyłki.  Z drugiej strony, elementem zestawu, który należy wymienić co najmniej raz w roku, ze względu na podatność na skręcanie i wpływ promieniowania słonecznego. Dobrej klasy plecionka spokojnie wystarczy na dwa sezony intensywnego wędkowania, więc zakup należy odpowiednio skalkulować. 

To co mam kupić – plecionkę czy żyłkę?

Odpowiem klasykiem – to zależy. Jeśli jesteś młodym wędkarzem , który dopiero stawia pierwsze kroki w wędkarskie spinningowym wybierz żyłkę. Pierwsze tygodnie z spinningiem to nauka rzutów, praca nad odpowiednim operowaniem zestawem i straty, które są wręcz drugim imieniem każdego spinningisty. Nie sądzę, że wędkarski żółtodziób będzie potrafił docenić zalety stosowania plecionek, bo zwyczajnie ich nie zauważy. Starszych kolegów po kiju nie trzeba przekonywać do plecionek. Mogę jedynie zasugerować kilka moich ulubionych linek, co postaram się zrobić w kolejnym artykule.

Może Ci się przydać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *