PoradnikRelacje z nad wody

Łowienie ryb zimą

reklama

Kiedy lodu brak…

Od kilku lat lodowa tafla na zbiornikach to tylko krótkie epizody. Zimy kiedy sezon podlodowy trwał po trzy, a czasem nawet cztery miesiące odeszły w niepamięć. Teraz jeżeli uda nam się trafić tydzień dobrego lodu pędzimy jak szaleni, żeby tylko wywiercić dziury i usiąść nad nimi dla kilku okoni…

Jako wędkarze łowiący cały sezon szukamy alternatywy, żeby nasze pudełka z setkami mormyszek nie pokrywały się kurzem i pajęczynami, a żyłki na bałałajkach nie parciały ze starości.

Kiedyś podczas łowienia na pellet waggler karpi siedziałam na pomoście i strzelałem z procy  drobnym pelletem. Część pelletu podczas napełniania mieszka wysypywała mi się do wody i nagle zobaczyłem ogromne stado okoni, które podniosło się do góry zaciekawione spadającymi przynętami. Były ich dosłownie setki, przy górze drobniejsze, ale pod spodem widać było kilka sporych cieni ryb. I wtedy przyszła do głowy myśl, a jakby tak spróbować je łowić na bałałajkę, tak samo jak z lodu. Usiąść na pomoście z nogami w wodzie, położyć podlodowy “mandżur” obok. Sypać przynęty z góry i odławiać je pracując mormyszką. W taki prosty sposób znaleźć sobie suplement dla uzupełnienia braku wędkarstwa podlodowego.

Ekwipunek jest prosty. “Mandżur” czyli nasz pojemnik na wszystko – dwukomorowe wiaderko do sprzątania obszyte cordurą z kieszeniami na osprzęt i bałałajki. Mamy w nim wszystko, zanętę, przynęty, zapasowe mormyszki i  kiwaki (kiwoki) i to chyba wszystko co potrzebujemy 🙂 Tu występuje minimalizm. Nie ma ton sprzętu, wózków, podbieraków, tripodów… Taka wędkarska alternatywa.

Możemy się skupić na ubraniu, bo siedząc na pomoście jesteśmy mocniej narażeni na działanie wiatru i chłodu. Piankowe ciepłe kalosze, grube skarpety i dobra bielizna termiczna są obowiązkowym wyposażeniem pomostowego podlodowca. Do tego ciepłe narciarskie spodnie i kurtka. Lepiej gdy taki kombinezon jest dwuczęściowy. Kiedy nagle się robi ciepło możemy zdjąć kurtkę, a wysokie spodnie dadzą nam wystarczająco ciepła, żeby móc łowić w komfortowych warunkach. Ciepła turystyczna czapka i rękawiczki doskonale uzupełnią nasz ekwipunek.

Wybierając łowisko musimy uwzględnić kilka rzeczy. Pomost musi być bezpieczny, bo kąpiele i zimowe loty do wody nie należą do rzeczy przyjemnych. Druga sprawa to ich wysokość. Wygodne są takie na których gdy siadamy to mamy nogi lekko zanurzone w wodzie. Jest to bardzo wygodna wysokość do podebrania ryby ręką. O ile możemy mniejsze ryby podnieść na żyłce to jeżeli trafi nam się piękny garbus podebranie go do ręki z wysokiego pomostu jest dość kłopotliwe. Oczywiście możemy użyć krótkiego podbieraka, ale podlodowiec i podbierak? Jakoś to tak dziwnie 😉 Decyzję pozostawię każdemu z osobna.

Wędki

Osobiście używam bałałajek czyli klasycznych sportowych podlodówek z wbudowanym w uchwyt kołowrotkiem, są bardzo poręczne i można ich niezliczone ilości przenosić w naszym pojemniku. Każda z nich wyposażona jest w kiwak – urządzenie do sygnalizacji brania. Kiedyś był to włos z sierści dzika zakończony pętelką. W dobie materiałów syntetycznych mamy niezliczony wybór rozmaitych sprężynek, blaszek i innych wynalazków mających na celu sygnalizacje brania. Trochę jest to podobne do drgającej szczytówki w feederze.

Przynęta zawieszona w wodzie powinna lekko nam go przyginać i gdy odwiniemy odpowiednią ilość żyłki, a przynęta dotknie nam dna, kiwak powinien się wyprostować. W ten sam sposób sygnalizowane jest branie. Czasem jest to zdecydowane przygięcie lub niekiedy wyprostowanie kiwaka. Każde nienaturalne zachowanie naszego sygnalizatora musimy zakończyć zacięciem. Szybki, płynny, ale bardzo stanowczy ruch w górę wystarczy. Nie ma to być siłowe szarpnięcie, bo takowe skończy się na pewno urwaniem naszej mormyszki.

Alternatywnym rozwiązaniem jest wędka z mikro kołowrotkiem. Wygląda jak szczytówka z uchwytem do kołowrotka. Na początku wygląda to dość komicznie, ale po jakimś czasie przekonamy się, że “z lodu” (w naszym wypadku “z pomostu”) im krócej tym wygodniej.

Kołowrotek – tu wchodzimy w strefę mikro. Dla większości łowiących na micro jigi modele w wielkości 1000 są dobrze znane. Tutaj będziemy potrzebować kołowrotków w rozmiarze 800, a nawet 500. Nie feederowe 5000 😉 Malutka “zwijarka” jest idealna do rękojeści ze szczytówką.

Żyłka

Moją ulubiona jest fluorocarbon w rozmiarach 0,06-0,09 mm. Dotyczy się to łowienia z tafli, gdy woda pozbawiona jest falowania, a przez to jest krystalicznie czysta. Gdy łowimy z pomostów wystarczy nam monofil w rozmiarze 0,08-0,10 mm. Przy odrobinie wprawy będziemy mogli wyholować na taką żyłkę każdego okonia.

Łowienie ryb zimą

Przynęty to głównie mormyszki. Są to haczyki z dociążeniem pomalowane w rozmaite kolory. Nazwa wywodzi się od rosyjskiego “mormysza” czyli kiełża zdrojowego. Jest to chyba drugi po ochotce przysmak ryb. Znany doskonale muszkarzom,  imitującym go w postaci łukowatych nimf do łowienia pstrągów i lipieni. Akwaryści znają go pod nazwą “gammarus” i z powodzeniem stosują jako wybarwiający pokarm dla swoich podopiecznych ze względu na sporą ilość beta karotenu zawartego w tych małych robaczkach.

Na haczyk możemy zastosować przynęty w postaci larw ochotki i pinek. Okonie je uwielbiają , szczególnie gdy opadają im powoli z góry do dna.

Alternatywnym rozwiązaniem do wędki z kołowrotkiem jest stosowanie błystek podlodowych lub balansówek zwanych potocznie “poziomkami”. Te pierwsze to takie micro pilkery dorszowe, mają pracę wertykalną. Podciągamy je do góry i opuszczamy do dna , a one odjeżdżają we wszystkich kierunkach imitując małe uciekające rybki. Poziomki to wertykalne woblery ze sterem w ogonie przynęty. Pracujemy nimi energicznie je podrywając w górę i opuszczając w dół . Poruszają się wtedy ruchem obrotowym po znacznym łuku penetrując dość szeroko nasze łowisko. Możemy jeszcze ciekawie nimi pracować rysując szczytówką ósemkę nad woda. Doskonale przenosi się to na nasza przynętę, która odwzorowuje nasz ruch w dużo większej skali i pływa jak mała zagubiona rybka nad dnem. Dla garbatych bandytów to doskonała prowokacja.

Nęcimy dość ubogo. Odrobina spożywki, namoczona wstępnie i sypana z góry. “Sypana” – to może przesada. Musimy dosłownie “solić” cały czas. Bierzemy zanętę w trzy palce (jak sól podczas gotowania w kuchni) i systematycznie wrzucamy luzem z góry. Możemy tak zwabić drobnicę, która też będzie naszym przyłowem, a przy okazji pociągnie za sobą pasiaki. Co jakiś czas wrzucamy z góry kilka przynęt i w ten sposób pobudzamy ryby w łowisku.

Łowienie ryb zimą
Łowienie ryb zimą

W taki sposób możemy chociaż w części zrekompensować sobie brak lodu i tego niesamowitego uczucia gdy łowimy ryby spod siebie, bo według mnie wędkarstwo podlodowe jest najbardziej kontaktowym łowieniem ryb, a 30 cm wędka i hole za żyłke to wędkarski “full contact” w pełnym tego słowa znaczeniu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *