PoradnikSpinning

Wędka z pracowni

Wędka z pracowni to hasło, które u części wędkarzy powoduje gęsią skórkę, a u części śmiech z politowaniem. „Wędka sama nie łowi”, „za te pieniądze mam 5 innych wędek” – to argumenty, które najczęściej przywoływane są przez osoby łowiące seryjnymi kijami.

Szczyt wędkarskiego snobizmu czy specjalistyczne narzędzie?

Trochę przekornie, ale zgadzam się z argumentami sceptyków kijów z pracowni. Wędka, nawet najdroższa, nigdy nie zastąpi wędkarzowi godzin spędzonych nad wodą i kontaktu z rybami. Z drugiej strony, odpowiednio dobrany i wykonany kij może pomóc spinningiście w byciu bardziej skutecznym, ale przez sam fakt posiadania mitycznego kija z pracowni nie staniemy się lepszymi wędkarzami. W cenie dobrego kija wykonanego przez rodbuildera możemy również kupić kilka dobrych spinningów prosto z półki w sklepie wędkarskim. Na czym więc polega fenomen budowania wędek, płacenia za nie sporych kwot i miesiącach oczekiwania? Z własnego doświadczenia powiem, że na tworzeniu specjalistycznego narzędzia, które odpowiednio wykorzystane, będzie bardzo dobrą inwestycją na lata.

Kastomizacja, czyli tak jak klient chce

Zamawiając kij spinningowy z pracowni, uczestniczymy w całym procesie tworzenia go – od projektu, przez dobór komponentów po gotowy produkt. Największym gratisem jest wiedza i doświadczenie rodbuildera, który przeważnie bardzo dobrze potrafi doradzić w doborze konkretnego blanku i osprzętu – uchwytu, przelotek czy butt grip’a. Część wymienionych elementów to tylko kosmetyka (kto nie lubi dobrze skomponowanego zestawu?), natomiast inne aspekty mają realny i duży wpływ na komfort łowienia. Rozmieszczenie przelotek, rodzaj uchwytu czy kluczowy dla właściwości wędki blank, to serce naszego projektu, które decyduje o późniejszym komforcie łowienia.

Od pomysłu do gotowego produktu

W zimnych miesiącach bardzo często łowię gramaturami między 0.6g-1.5g używając modelu Major Craft Finetail FAX-632L o wyrzucie 0.9-5 gramów.

Wędka z pracowni

Na papierze wszystko się zgadza i według producenta kija obsługuje wspomniane ciężary. Łowiąc jednak przynętą, której waga zahacza o dolny zakres ciężaru wyrzutowego, zdecydowanie spada czułość zestawu i odległość rzutu. Z roku na rok łowię coraz lżej, więc zacząłem przeglądać propozycje seryjnych kijów. O ile w wędkach z maksymalnym CW (ciężarem wyrzutowym) do około 7-8 gramów możemy wręcz przebierać w sklepach wędkarskich, o tyle z wędziskami SUL (do około 3g) jest spory problem. W większości przypadków opis CW jest zaniżony lub jeśli jest prawidłowy to akcja kija jest nieodpowiednia. Kilka wybranych przez mnie ciekawych propozycji (Crazy Fish Nano Zero, Graphitleader Corto) cenowo oscylowało blisko kosztu wędki z pracowni, więc zdecydowałem się na projekt pracowni BB Custom Rods z Gdańska.

Na pierwszej wizycie w pracowni porozmawiałem z rodbuilderem o przeznaczeniu kija. Na jakiej wodzie łowię, jakie gatunki, jakie przynęty, jakiej pracy oczekuję od gotowej wędki i jakie będą największe ograniczenia mojego wyboru – przyznam, że wiedza którą w pewien sposób dostajemy gratis w całym procesie jest nie do przecenienia. Dobry rodbuildera to kopalnia wiedzy i doświadczenia, więc warto wybrać sprawdzone pracownie, z którymi przejście przez cały proces będzie przyjemnością, a nie udręką.

Na podstawie wywiadu, dostałem kilka propozycji blanków, które wpisywały się w moje oczekiwania. Dodatkowo na miejscu mogłem obejrzeć pracę konkretnego blanku i organoleptycznie zdecydować, który „leży” mi najbardziej. Wybór padł na Matagi Super Trout II, sprawdzoną konstrukcję, którą polecało mi kilku znajomych.

Kolejnym krokiem był dobór komponentów – przelotek, uchwytu, omotek, kolorów, czyli wszystkiego co nadaje charakter naszemu wymarzonemu kijowi. Na miejscu miałem okazję przetestowania kilku typów uchwytu, co naprawdę ułatwia wybór. Projekt uzgodniony, czekam.

Łowimy

Gotowy kij odebrałem po kilku (dla mnie długich) tygodniach oczekiwania. Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy to perfekcyjne wykonanie. Łowię stosunkowo drogimi kijami japońskimi i wydawało mi się, że to naprawdę wysoka półka jeśli chodzi o jakość wykonania i dbałość o detale. Tutaj poprzeczka poszła wysoko w górę – zegarmistrzowskie rozmieszczenie i wyrównanie przelotek, idealna ilość lakieru na omotkach, zero nadlewek. Niebo dla pedantów – absolutnie nie ma jednej rzeczy, do której można się przyczepić.

Jeśli chodzi o zakres ciężaru wyrzutu, to w końcu dobrałem kij, który spokojnie rzuca przynętami na najmniejszych główkach i czeburaszkach (0.6g) i posyła je na odległości, które były poza moim zasięgiem. Górny zakres CW określiłbym jako 2-3g główka + 2” Keitech.

Czułość kija była dla mnie w pierwszych godzinach łowienia zaskakująca. Major Craft Finetail to konstrukcja, która jest bardzo czuła i idealnie przekazuje to co dzieje się z przynętą, mimo to Matagi zdecydowanie lepiej wypada na tym polu. Każdy najmniejszy kontakt przynęty z dnem jest przekazywany do ręki i sygnalizowany szczytówką, nie sposób przeoczyć najdelikatniejszego kontaktu z rybą.

Konstrukcja porównywanych wędek jest według mnie zupełnie inna. Major Craft zbudowany jest na blanku, który pozwala bardzo precyzyjnie łowić najmniejszymi przynętami, ale nie brakuje mu mocy w dolniku. Pod większym okoniem blank pięknie pracuje do około połowy długości, pozwalając komfortowo prowadzić rybę w zaroślach czy przytrzymywać ją kiedy podczas holu próbuje zniknąć w przybrzeżnych trzcinach. W przypadku Matagi, okoń większy niż 30 cm gnie blank praktycznie pod rękojeść, ale nie mamy wrażenia braku kontroli nad rybą. Dzięki temu bardzo słabo wpięte ryby w większości przypadków lądują w podbieraku – każde odejście i zryw okonia są bardzo dobrze amortyzowane blankiem.

Kolejnym aspektem, gdzie kij z pracowni przebija „seryjniaka” jest jego wyważenie. Chociaż na wadze zestaw sklepowy jest lżejszy o kilka gramów od kija z pracowni, to odczucia podczas łowienia zaprzeczają suchym faktom. Kij z pracowni jest dużo lepiej zbudowany, jego wyważenie z kołowrotkiem jest idealne, dlatego praktycznie nie czuć go w dłoni. Major Craft, mimo że to znakomita wędka, delikatnie przeważa w kierunku szczytu wędki, przez co wydaje się być cięższy. Nie oznacza to oczywiście, że wędki z pracowni są cięższe niż te seryjne – z kija z pracowni spokojnie można by urwać jeszcze kilka gramów rezygnując z detali (kapsel w butt gripie czy zastosowany uchwyt).

Wędka z pracowni

Czy warto było szaleć tak?

Wędka z pracowni to zdecydowanie bardzo dobra inwestycja dla wędkarzy, którzy nie odnajdują w sklepach wędkarskich propozycji na swoje wymagania. Kij budowany pod konkretne wymagania spinnigisty na pewno będzie lepszą propozycją, pod warunkiem że wędkarz jest świadomy swoich potrzeb. Trzeba też zaznaczyć, że najbardziej efektywne jest osobiste sprawdzenie propozycji rodbuildera.

Opisy blanków to tylko cyfry i litery, nic nie zastąpi wizyty w pracowni, rozmowy z rodbuilderem i sprawdzeniu blanku w akcji. Jest to też bardzo przyjemny etap budowania wędki, więc sugerowałbym korzystanie z pracowni, do których możemy wybrać się osobiście. Ostatni, najbardziej błahy i niezwiązany aspekt wędek z pracowni to ich wygląd – taka wędkarska biżuteria. „Co za różnica jak to wygląda, ma łowić” – niby tak, ale skoro może bardzo dobrze łowić i świetnie wyglądać, to dlaczego nie?

Może Ci się przydać

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *