Przejdź do treści
żyłka czy fluorocarbon na lód

Żyłka czy fluorocarbon na lód

Siedząc w mojej pracowni słuchałem kapiących o parapet kropel wody z topionego śniegu i lutując mormyszki czekałem na kolejny powrót zimy. Tworzyłam różne modele od małych 2 mm płociowo - leszczowych mikrusów do 4 mm kolorowych fluorescencyjnych bomb na duże okonie myślałem o tym gdzie wybierzemy się na następne łowienie.

Okonie już łowiliśmy, za płociami przemierzałem już sporo kilometrów, ale początek sezonu podlodowego to jeszcze nie ich czas… Kiedy dzień zaczyna być długi czują nadchodzącą wiosnę i stają się coraz bardziej aktywne. Każda odwilż na przełomie lutego i marca to najlepszy czas do szukania stad płoci i cieszenia się powtarzalnymi braniami. Nie raz wędkowanie kończyło się 3 godzinami łowienia “co wjazd” i takie wędkarskie eldorado to znakomity poligon do szlifowania holu na najdelikatniejsze zestawy. Właśnie - zestawy…

Żyłka czy fluorocarbon - wędkarstwo podlodowe

Nie tyle zestawy co materiał z którego zrobione są “żyłki” które nawijamy na bałałajki…

Klasyczne żyłki używane przez nas to rozmaite rodzaje nylonu. Niektóre zawierają domieszki fluorocarbonu. Są też i w 100% fluorocarbonowe. Zawsze pozostaje dylemat co nawinąć. Żyłka nylonowa to bardzo dobry produkt i większość producentów posiada jej dobre modele. Niestety nylon ma jedną wadę. Kiedyś wytłumaczył mi to Jacek Kolendowicz - legenda polskiego spinningu, a zarazem wędkarski wizjoner szukający podobnie jak ja nieszablonowych rozwiązań, zgłębiający ciągle materiały użyte do produkcji sprzętu wędkarskiego i bardzo logicznie umieszczając je w konfrontacji teorii z praktyką podartą niezliczonymi godzinami spędzonymi nad wodą.

Otóż żyłka nylonowa nie posiadają jednolitej struktury, ma na swojej powierzchni mikropory które zawierają powietrze. Ma to ogromny wpływ na jej pływalność, starzenie się pod wpływem kontaktu z wodą i promieniowaniem uv. Jeżeli kupujemy nową żyłkę, świeżą jest bardzo mocna z czasem traci swoje parametry, a jej wytrzymałość dramatycznie spada. Szczególnie to łatwo zauważyć przy niskich średnicach. Po kontakcie z wodą, dostaje się ona w pory które posiada nylon i przy kontakcie z mrozem, żyłka staje się sztywna i jej wartości użytkowe znacznie spadają. Im lepsza jakość nylonu tym większa jego odporność na “mrozowe sztywnienie”. Oczywiście jego miękkość materiałowa jest wyjściowo różna i o przesztywnieniu decyduje - jakość materiału użyta do produkcji i jego “wodochłonność”. I tu pozostawiam Wam wybór indywidualny nie będą pisał ta zła , ta dobra. Nie o to w moim wpisie chodzi.

Za miękka żyłka też nie jest za dobra, bo pod wpływem wilgoci klei się do dłoni i ma tendencje do plątania się. Trzeba znaleźć rozsądny kompromis.

Ciekawym rozwiązaniem są nylony pokryte fluorocarbonem - wewnętrzny rdzeń jest miękki , a powłoka szczelna na wpływ wody. To w teorii - a jak w praktyce? Nie mam pojęcia… Na ile technologicznie jest możliwe pokrycie 0,06mm nylonu minimalną, a szczelną warstwą fluorocarbonu. Nie jestem tego w stanie praktycznie stwierdzić. Każda żyłka ma minimalne przewężenia i zgrubienia na całej linii. Proponuje każdemu zabawę z mikrometrem i zmierzenie rozmiaru żyłek których używa. O ile przy 0,30 to sprawa marginalna , 0,18 a 0,23 to już spora różnica, ale przy 0,06-0,10 różnica 0,01 mm to przepaść. Skoro chcę łowić na 0,07 mm to niech to będzie 0,07… Naprawdę niewielu producentów oddaje grubości swoich produktów. Przez lata łowienia wybrałem kilka modeli których jakość mi odpowiada. Oczywiście pod względem materiałowym. Ale ich rozmiarówkę sprawdzam sam i nanoszę korekty.

Wracając do naszej “żyłki”... O nylonie napisałem wyżej, teraz będzie o fluorocarbonie. Fluorocarbon to zdecydowanie bardziej gęsty materiał od nylonu. Łatwo to zauważyć podczas jego zatapiania. Dużo łatwiej tonie od żyłki. Dlatego też jest sztywniejszy. Wyjściowo jest słabszy od nylonu, ale tylko wyjściowo… Po kontakcie z wodą nylon słabnie, a przy dłuższym użytkowaniu szczególnie przy niskiej temperaturze widać doskonale tą przypadłość. Fluorocarbon utrzymuje bardzo zbliżone wartości do swoich wyjściowych.

Kolejna jego zaleta to gęstość, a raczej stopień załamania światła zbliżony do wody. Z tego wynika właśnie cała “niewidoczność” w wodzie. Promienie słoneczne w fluorocarbonie załamują się podobnie jak w wodzie to cała tajemnica.

Na górze - stopiona żyłka
Na dole zwęglony fluorocarbon

Jak odróżnić fluorocarbon od żyłki

Jak odróżnić fluorocarbon od żyłki - znam jedną metodę. Trzeba go poddać działaniu ognia. Nylon topi się i kurczy, fluorocarbon zaś pali i zwęgla. Po podpalonym fluorocarbonie zostaje czarny pył. I radzę też sprawdzać te wszystkie 100% fluorocarbony, bo to, że na nalepce pisze “pure” nie zawsze tym “pure” jest ;)

Podczas łowienia fluorocarbonem zwiększamy widoczność brań na kiwaku, gdyż posiada mniejszą rozciągliwość od nylonu. Podobnie ma się to jak przy zastosowaniu plecionki przy feederze czy spinningu. Tracimy amortyzację zyskując widoczność brań. Każde napłynięcie, otarcie drobnicy widoczne jest na delikatnym “kiwaku”. Przy podlodowym poszukiwaniu ryb bez echosondy i kamery podwodnej to bardzo ważny wyznacznik.

Przestawiając się z łowienia nylonem na fluorocarbon musimy się przyzwyczaić do dużo delikatniejszego holowania. O ile przy łowieniu zwykłą żyłką po zacięciu szczególnie z dużej głębokości czuć jak nasz linka naciąga się pod wpływem ciężaru jak przysłowiowa “gumka od majtek” to na “FC” już tak nie ma. Każde szarpnięcie jest przenoszone na nasze dłonie. Musimy się bardziej skoncentrować i przewidywać ruchy ryby. Zawsze porównuję to do jazdy sportowym bolidem - można szybciej, precyzyjniej, bardziej technicznie, ale rozbić się łatwo… Jeden błąd, chwila nieuwagi i zostajemy z kawałkiem żyłki w dłoni ;)

Tak samo można zauważyć jak mormyszka szybciej opada. Fluorocarbon tonie i łatwiej przechodzi przez napięcie powierzchniowe przerębla.

Wybór pomiędzy tymi dwoma materiałami pozostawię każdemu indywidualnie. Patrząc z perspektywy codziennego amatorskiego łowienia, sprawa może wydawać się błaha, ale gdy startujemy w zawodach, kiedy łowienie traktujemy jako trening albo po prostu chcemy łowić więcej, szybciej , dokładniej - detale nabierają ogromnego znaczenia. Czasami najdrobniejsze szczegóły są kluczem do sukcesu.

Jak to porównać - bardzo prosto. Trzeba przygotować dwa zestawy, jeden monofil drugi fluorocarbon, identyczne kiwaki, mormyszki. Poświęcić jeden dzień z łowienia na testy. I gdy odnajdziemy już ryby wtedy na zmianę próbować obydwa rozwiązania.

I jeżeli myślicie, że komplikujemy sobie łowienie, to pomyślcie, że przy zbrojeniu bałałajek nie zmieniam plastikowych szczytówek, przelotki robię z igielitu i termokurczliwej rurki, bo akurat ja uznaję to za mało istotne. Wystarczyło by wejść do pracowni i w 15 minut przygotować nową carbonową czy szklaną szczytówkę do bałałajki. Jeżeli ktoś lubi - łowi takimi, a ja mam plastikowe oryginały od Mormaxów Lucky John. Dla mnie są idealne, a po rozmowie z zawodnikami ze wschodu stwierdziłem, że nie tu trzeba szukać rozwiązań do skuteczniejszego łowienia.