Przejdź do treści
jezioro Duże Żnińskie zimowa przygoda

Jezioro Duże Żnińskie - zimowa przygoda

Na łowienie z lodu czekamy cały rok. Jest w nim coś magicznego. Nie tylko piękna zimowa sceneria, ale też bezpośredni kontakt z rybą. Nie używamy kołowrotków ze szpulą stałą, łowimy bałałajką, a hol ryb dłońmi daje największą frajdę. Ale wróćmy do początku…

Wyprawa nad jezioro Duże Żnińskie

Zadzwonił do mnie Maciej mój kolega i zapytał czy mamy w okresie zimowym dużo pracy w naszej pracowni, bo ma w głowie pewien pomysł. Pierwszy raz od kilku lat jest lód w Kujawsko-pomorskim i ma takie łowisko gdzie łowi się sporo białej ryby. Gdybyśmy znaleźli czas i chęci to zaprasza do siebie. Mamy tylko dojechać…

Dużo nam nie trzeba mówić, szybka decyzja, mała kalkulacja czasu i ocena sytuacji. Błysk w oku Franka i decyzja zapadła jedziemy. Jedziemy pociągiem przez całą Polskę, żeby połowić ryby z lodu w Kujawsko-pomorskim… Brzmi to bardzo nierealnie patrząc z perspektywy naszej “Pogórzańskiej” rzeczywistości - kto normalny jechałby łowić z lodu na drugi koniec Polski, mając to wszystko pod nosem. Jak to kto… Oczywiście, że my :)

Kilka dni przed wyjazdem zadzwonił Maciej i mówi: “słuchaj… W przyszłym tygodniu są takie zawody podlodowe na jeziorze Żnińskim i mam taki pomysł, żeby pojechać potrenować. Łowi się tam leszcze. Łowi się tam mnóstwo leszczy… To niedaleko , jedyne 120 km od domu, ale jest s-ka i szybko dojedziemy”. Już bardziej szalonej wyprawy być nie może. Jechać 700 km do Poznania, po to, żeby codziennie dojeżdżać pod Bydgoszcz łowić na 420-to hektarowym zbiorniku nie wiedząc o nim nic.

Skoro jedziemy to jedziemy. Nie zważając na szaleńczy plan ruszamy w naszą podróż w poszukiwaniu przygód.

Szybki wywiad u naszego wędkarskiego “Korteza” dał nam obraz zbiornika i wiadomość, że Kamil łowi na nim z lodu. Szybki telefon i jak na profesjonalistę przystało dostajemy od niego wywiad o jeziorze, sposób w jaki łowi tam ryby i wszystko co potrzeba, żeby się przygotować do łowienia na nowym zbiorniku.

Duże Żnińskie - jak łowić

Pierwszego dnia pojechaliśmy na rozpoznanie łowiska, na początku zaskoczyła nas jego powierzchnia. Jak na chłopaków łowiących głównie na kilkuhektarowych bajorkach wyjście na 400-tu hektarowy zbiornik robi wrażenie. Zastosowaliśmy się do wskazówek Kamila i 300 m od brzegu na godzinę 10-tą doprowadziło nas na siedmiometrową wodę. Po drodze minęliśmy lokalnych łowców przy swoich namiotach, którzy łowili głównie na spławik.

Po rozmowach z Maciejem ustaliliśmy, że założymy tzw “imadła” czyli mormyszki 4 mm w wersji “bałwanek” i na dość grubej żyłce 0,11 mm . Jak dla mnie był to wędkarski kosmos, bo przez lata wyjazdów na gpx Polski żyłka,a raczej fluorocarbon w rozmiarze 0,08mm to cytując klasyka “lina na której można słonie przez Nil przeprowadzać”. Zanęciliśmy 3 bazy do każdej sypiąc zanętę Team Lake z serii Top Gold. Jest to nasza ulubiona zanęta na wody stojące. Na początku pojawiły się pojedyncze okonie, całkiem przyzwoitych rozmiarów. I pojedyncze “jaguary”.

okoń duże żnińskie

Oczywiście pierwszy kontakt z leszczem miał Franek, lecz w samym przeręblu wywinął koziołka i wypiął się z haka. Rotacja warunków atmosferycznych i uciekający szybko dzień nie napawał nas już optymizmem co do naszego wyniku. Franek wydłubał kilka leszczy, ale coś im cały czas nie pasowało.

duże żnińskie leszcz

Na pewno zmieniająca się pogoda nie pomagała w łowieniu chimerycznych w tym dniu ryb. I nagle do głowy przyszedł mi pomysł, żeby spróbować po “naszemu” zawodniczo. Lekka mormyszka 3 mm i w miarę cienka żyłka 0,083 w naszym wypadku służbowa M1 Matchpro. Założyłem 3 ochotki i powoli opuszczałem w dół. Nagle nad dnem nastąpiło pewne mocne branie i przyjemny ciężar na końcu. Szybki hol i na lodzie wylądowała płoć. Następne włożenie i kolejna ryba. Nagle w przeręblu pokazały się ryby. Co wjazd ryba. Jednak zawodnicze podejście i odpowiednie dobranie zestawu robi swoje. Od tego momentu do końca dnia łowiliśmy rybę za rybą, a hole na delikatnym zestawie dawały mnóstwo radości.

W drodze powrotnej omawialiśmy cały dzień i ustalaliśmy plan na następny dzień. Zakładamy mniejsze mormyszki i nęcimy dziury z dnia poprzedniego. To powinno przynieść oczekiwany efekt.

Na bazie Franek przygotował mix gliny wiążącej z ziemią torfową który miał nam posłużyć jako nośnik jokersa.

Kolejny dzień przyniósł nam następne zaskoczenia w postaci ilości wędkarzy na łowisku. Gdy dotarliśmy na miejsce około 10-tej przywitał nas cały parking samochodów i wędkarskie “wesołe miasteczko”. Nie zważając na to realizowaliśmy nasz plan. Doszliśmy na dziury i przygotowaliśmy naszą bazę wiercąc kilka otworów i nęcąc je kulami z zanętnika, gyz tego dnia woda miała dość spory dryf.

Włożyłem mormyszkę do pierwszego odwiertu i dosłownie branie z lotu. W otworze zameldował się piękny “chlapak”. Ale dobre złego początki, bo później totalna posucha. Maciej dołowił kilka ryb, głownie okoni. A u nas bardzo słabo. Ryby ustawiły się w rano ponęconych miejscach i niezbyt miały chęć poruszać się w łowisku. Pod koniec dnia gdy się trochę uspokoiło na lodzie Maciej stwierdził, że pójdzie sprawdzić bliżej brzegu, bo nie zanosi się na dobre wyniki tutaj. I to był strzał w dziesiątkę. Chwile po zanęceniu złowił pierwszego leszcza. Dowiercił się do niego Franek i po paru minutach łowili już ryby. Ostatni z całym wyposażeniem dotarłem do nowej bazy. Wywierciłem trzy otwory i zanęciłem je z góry luźną zanęta i jokersem. Chwile potrwało zanim mój “towar” dotarł na dno. Sprawdziłem wszystkie otwory i nic… Chłopaki łowią , a u mnie cisza. Jeszcze jedna runda i nagle przy dnie wyprostowany za szybko kiwak. Szybkie zacięcie i już czuć można było ten przyjemny pulsujący ciężar. I tak do końca dnia, na mojej złotej 3,5 mm “dyskotece” meldowały się leszcze dające dobrze popalić w głębokiej ponad 7-metrowej wodzie. Dobrze robiło im systematyczne donęcanie z góry robakami i zanętą

Wracając ustaliliśmy plan działania na kolejny dzień. Idziemy bliżej brzegu i aktywnie szukamy ryb w łowisku. Jak znajdziemy to zaczynamy się nimi “zajmować”

Trzeciego dnia trafiliśmy ryby od razu i systematycznie odławialiśmy je z dziur. jeżeli tylko “gasły” donęcanie przynosiło efekt. Mnóstwo pięknych ryb dochodzących waga do kilograma dawało dużą dawkę emocji podczas holu. Ale to przecież o to w tym wszystkim chodzi.

leszcze duże żnińskie
leszcze jezioro duże żnińskie

To była wspaniała wędkarska przygoda. Ryby dopisały, dały dużo do myślenia. Wspaniałe towarzystwo, nowe znajomości i atmosfera podczas całego wyjazdu na długo pozostaną w naszej pamięci. Kreatywność i otwarta głowa, analiza łowiska na bieżąco i szybkie wprowadzanie korekt to klucz do rozpracowania wody. Wody na którą napewno jeszcze wrócimy :)

Poprzedni artykuł Łowienie na lodzie - jak się do niego przygotować
Następny artykuł Pstrągi 2021 - Łowisko Moszczanica